7 sierpnia 2017

Marcin Mińkowski

Trzeba podróżować. To tak, jakby czytać bajkę… Tyle, że to wszystko, co musieliśmy sobie wyobrażać
czytając Przygody Sindbada Żeglarza Leśmiana, nagle materializuje się przed naszymi oczami.
Płyniemy pirogą po Amazonce czy Kongu. Trzepocze nam nad głową biały żagiel małej
dwukadłubowej dłubanki u wybrzeży Madagaskaru, patrzymy na dżunglę ze szczytu wulkanu. I
dziwimy się jak dzieci. I jak dzieci cieszymy. I jak dzieci zachwycamy Innym (człowiekiem, przyrodą).
Uczymy się tolerancji, wrażliwości. I jesteśmy bogatsi. Więcej możemy, więcej wiemy. Składamy się z
pięknych migających na niebiesko i zielono kawałeczków. Uczymy się kochać ludzi.

Pamiętam jak kiedyś w małej wiosce, w Afryce Środkowej, zagubionej gdzieś w lesie deszczowym, bez
dostępu do prądu, radia, nawet rozsądnej drogi, nagle zobaczyłem jak małe, może 3 letnie dziecko
biegnie przez wioskę tocząc za pomocą krótkiego patyka obręcz koła od roweru. Nie mógł wiedzieć,
nie miał najmniejszych szans zobaczyć, że dokładnie tak samo bawił się mój dziadek na wsi pod
Kielcami 70 lat temu. I setki tysięcy dzieci w Europie, Azji i Ameryce. Bo w gruncie rzeczy, wszyscy
jesteśmy tacy sami. To właśnie chciałbym powiedzieć wszystkim dzieciom.

Tym dzieciom w ciele dorosłych opowiedziałem o tym, i mojej wielkiej miłości do Afryki w książce „Tam, gdzie nie ma Coca Coli”. To moje zachwyty i zdziwienia zebrane z 5 podróży na Czarny Ląd. Nimi też dzieliłem się z chłopcami i dziewczętami, z którymi pracuje wolskie Towarzystwo Przyjaciół
Dzieci, gdzie przez około dwa lata pracowałem jako wolontariusz, mając nadzieję, że tym młodym ludziom pokażę trochę inny, czasem lepszy, a na pewno bardzo inspirujący świat…

Facebook